Wczoraj poszłam spać około godz. 23, bo nie mogłam przestać bawić się z Aprillisem. Więc niezmiernie się ucieszyłam, że nie muszę dzisiaj iść do szkoły, bo miałam spotkanie z Jayem-Z i sesję do Teen Vogue. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy zdałam sobie z tego sprawę. Odetchnęłam głęboko i zerknęłam na budzik. Była 9.00. O tej porze powinna zaczynać się szkoła!
- Córciu, wstałaś? - spytała cicho mama, wchodząc przez uchylone drzwi.
Mruknęłam coś i usiadłam na łóżku.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - Zaraz się odświeżę i możemy jechać do Jaya-Z.
Mama pokiwała głową.
- Nie będziesz mi mieć za złe, że ktoś z nami jeszcze pojedzie? - powiedziała mama, wyraźnie zdenerwowana.
- Mama! Co się stało? - serce podskoczyło mi do gardła.
Mama chrząknęła.
- Widzisz, pewien chłopiec też z nami pojedzie. Jego mama mnie o to prosiła, bo on też jest umówiony z Jayem. A akurat nie ma kto go zawieźć...
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie ma sprawy, przecież wiesz, że lubię poznawać nowe osoby. - wzruszyłam ramionami, szczerze zaciekawiona, kto to może być.
Mama odetchnęła z ulgą i się uśmiechnęła.
- Ubieraj się, a na dole czeka śniadanie. - pogłaskała śpiącego w moich nogach Aprillisa i wyszła z pokoju.
Zaczęłam nucić sobie jakąś melodię, wchodząc do łazienki. Umyłam się, założyłam TO , uczesałam włosy w niechlujny kok i wyszłam z łazienki. Mama czekała na dole ze śniadaniem.
- Mmm, omlety. - uśmiechnęłam się szeroko i zabrałam do jedzenia.
Nagle ktoś zatrąbił. Zmarszczyłam czoło i spojrzałam na mamę.
- O, przyjechał twój nowy kolega. - mama uśmiechnęła się szeroko i podbiegła do drzwi. Słyszałam na zewnątrz, jak kogoś wita, śmieje się, a później ktoś wyjeżdża samochodem.
Właśnie jadłam kolejny kęs omleta, kiedy weszła mama z...
- Roxie, o to Cody. Cody, to Roxie. - mama patrzyła to na mnie, to na blondyna.
Przełknęłam z trudem omlet, po czym popatrzyłam na Cody'ego groźnie.
- My to już się znamy, prawda, panie Simpson? - uśmiechnęłam się pogardliwie, biorąc do ręki pusty talerz. Włożyłam go do zlewu.
Cody na początku był zaskoczony, później jednak nie okazywał żadnych emocji.
- No tak, pewnie chodzicie razem do szkoły! - mama się zaśmiała.- Chodźcie już, chodźcie.
Wzięłam z lodówki puszkę coca-coli i mijając Cody'ego, wyszłam na dwór. Wsiadłam do samochodu, na miejsce pasażera, z przodu.
Mama podeszła z blondynkiem trochę później i spojrzała na mnie wilkiem.
- Roxie, nie dotrzymasz towarzystwa Cody'iemu z tyłu? - spojrzała na mnie tym wzrokiem i wiedziałam, że nie mam wyboru.
- Już, jasne. - mruknęłam i usiadłam z tyłu, obok patrzącego się na mnie chłopaka.
Mama ruszyła, włączyła radio i nie zadawała już pytań.
Czułam się skrępowana, gdy on mnie tak oglądał. Spojrzałam za okno.
Kącikiem oka widziałam, jak wyciąga swój telefon (link ). Szczerze byłam ciekawa, czy po to, aby napisać do Stephanie i jej świty, że musi ze mną spędzić czas. A może miał dziewczynę?
Zastanawiając się tak, włączyłam IPoda i wsłuchałam się w TO . Potem wyjęłam telefon i zaczęłam serfować po Twitterze. Zorientowałam się po kilku sekundach, że mam wiadomość. Byłam szczerze zdziwiona, kto do mnie pisze. Może Andy? Może John? Miałam ochotę im się wyżalić.
Jednak zobaczyłam, że napisał nieznany numer. Otworzyłam wiadomość.
"Cześć...Wiem, że to głupie, bo siedzę koło ciebie. Ale twoja mama mogłaby nas podsłuchać. Słuchaj, ja nie wiedziałem, że Annie to twoja mama. Moja matka tylko mi powiedziała, że nie ma czasu i zawiezie mnie właśnie pani Annie. Nie miałem pojęcia, że to twoja mama, jasne? A po za tym, sorry... Za to, że nazwałem cię Najmądrzejszą. Tak w ogóle, to odeszłem od Steph. Wkurzyła mnie, bo powiedziała, że mam brać dragi. Miałem jej już szczerze dość, bo wyraźnie ze mną flirtowała. Roxx, przepraszam...Nie gniewaj się.
Cody"
Zamurowało mnie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie zerknęłam w bok na Cody'iego. Zabrałam się za odpisywanie.
"Hej. Nie, nie głupie. Hm..Nowoczesne. ;) Wiem, mama jest zdolna do wszystkiego. Dobra, nie tłumacz się, rozumiem. Przeprosiny przyjęte. Odszedłeś? Wow... Ale cieszę się, że nareszcie zrozumiałeś. Wiesz... nie musisz czuć się odrzucony. My cię z chęcią przyjmiemy. Skoro nie jesteś taki, jak Stephanie i inne bachory. :D "
Nacisnęłam wyślij. Później było coraz fajniej. Pisaliśmy sobie z Codym głupie określenia świty Steph. Wiele razy chciało mi się śmiać, ale powstrzymywałam się przy mamie. Cody to widział i też chciało mu się śmiać. Mimo różnicy wieku, nagle dogadywaliśmy się świetnie. Bardzo miło mi się z nim pisało. Nawet nie zorientowałam się, że już dojechaliśmy do domu Jaya-Z. W końcu jechaliśmy ponad godzinę. Westchnęłam cicho, chowając IPoda i telefon do torby.
- Wychodzimy, dzieciaki. - poinformowała nas mama, kiedy samochód się zatrzymał. Wysiedliśmy i aż mnie zamurowało.
Przed nami stała wielka, luksusowa willa, z basenem z tyłu,wielkim ogrodem, garażem...po prostu luksus! Widziałam też, że Cody jest równie zaintrygowany, co ja.
- Hey! - powitał nas Jay-Z.
- Cześć Jay. Dawno się nie widzieliśmy. - dziwnie mi było patrzeć, jak mama przytula się do Jaya-Z. Cody zachichotaŁ. Dałam mu sójkę w bok.
- To jest moja córka Roxanne, a to jej kolega, Cody. Obydwoje chcą zostać piosenkarzami. To znaczy, Cody już ma własny singiel i jest znany, a chcemy sprawić, żeby Roxx...
- Osiągnęła to samo. - dokończył Jay-Z. - Chodźcie do mojego gabinetu. - zaprowadził nas przez willę do swojego gabinetu. W tym czasie, gdy Jay i mama szli na przodzie, my z Codym uśmiechaliśmy się do siebie i robiliśmy głupie miny. Na prawdę, coraz bardziej go lubiłam i coraz bardziej go poznawałam.
Gabinet wyglądał tak ( link ) .
- Dzieciaki siadajcie na kanapę, a Annie zapraszam tutaj. - wskazał mamie fotel naprzeciwko biurka. Usiedli i zaczęli omawiać moją karierę.
My z Codym, nareszcie mogliśmy poogadać.
- Chodź na spacer. - zaproponował z łobuzerskim uśmiechem. Potaknęłam głową.
- Mamo, możemy iść do ogrodu? - mama się zgodziła z uśmiechem. Poszliśmy i bez trudu trafiliśmy do pełnego zieleni ogrodu.
Przygryzałam wargę, przechadzając się z blondynem po kamiennych ścieżkach.
- Wiesz, super mi się z tobą gada. Lepiej niż z tymi nadzianymi dzieciakami. - zaśmialiśmy się.
- No wiesz, skoro poznałam, jaki jesteś naprawdę, to może powiesz mi, co cię skłoniło do tego, żeby do Stephanie dołączyć? - szepnęłam.
Westchnął cicho.
- Po prostu... myślałem, że dzięki niej każdy będzie mnie w szkole lubił. - wzruszył ramionami.
- No tak... też tak myślałam. - uśmiechnęłam się pocieszająco. - Ale było,minęło... - nagle zauważyłam, że Cody został gdzieś z tyłu. Zmarszczyłam czoło i odwróciłam się na pięcie. Dostałam czymś mokrym. Zadrżałam.
- Mam cię! Nie dogonisz mnie! - zaśmiał się Cody, uciekając.
Okazało się, że znaleźliśmy się obok wielkiego basenu i dostałam wodą!
- Osz ty! - zachichotałam i namoczyłam palce w wodzie. Podbiegłam do Cody'iego i rozpryskałam mu krople na twarz.
- O nie! - zaśmialiśmy się, po czym Cody złapał mnie i wylądowaliśmy oboje na zielonej trawie, obok siebie. Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę.
- Fajne masz oczy. - wyszeptał, a mi zrobiło się dziwnie w brzuchu.
- Dzięki. - wykrztusiłam, cała czerwona.
Nagle Cody nachylił się nade mną....
____________________________________________________________________________________
Ten rozdział jest zakończony taką tajemnicą. :D Czy Roxie da się namówić Cody'iemu na pocałunek? Czy będą ze sobą szczęśliwi? Czy Stephanie będzie chciała odzyskać Cody'iego dla siebie?
Dowiecie się wkrótce. xD :D
Pozdroo dla obserwatorów i tych, którzy komentują. ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz