wtorek, 24 sierpnia 2010

Siódmy: "Spróbujemy?"

Po sesji, z resztą, udanej, przebrałam się spowrotem w swoje ciuchy i pojechaliśmy w trójkę do Mac'a. Zjedliśmy i ruszyliśmy spowrotem do domu.
Kiedy wysiedliśmy, chciałam o coś mamę spytać. I Cody'ego.
- Mamo, Cody mógłby jeszcze chwilę u nas zostać? A ty zaprosisz jego mamę i będzie git. - spojrzałam na chłopaka znacząco. Musiałam odbyć z nim poważną rozmowę.
Mama zmarszczyła czoło, ale pokiwała głową z uśmiechem.
- Oczywiście. Dopiero 17.00 więc jeszcze nie jest tak późno.
- Chodź. - prawie urwałam mu rękę. Weszliśmy do domu, zdjęliśmy buty i szybko poszliśmy do mnie do pokoju.
- Fajnie tu. - skomentował Cody.
- Dzięki. Coś do picia? - podeszłam do małej lodówki.
- Może pepsi. Jak masz.
- Uhm. - wyjęłam dwie puszki pepsi. Usiadłam na skraju swojego łóżka, zaś Cody na obrotowym krzesełku. Podałam mu puszkę.
Otworzył ją i upił łyk.
- Wiem, że bez powodu byś mnie nie zaprosiła. - chciałam coś dodać, ale mnie uciszył. - No więc, pewnie chodzi ci...
- Tak. O to, co stało się w ogrodzie. - wyszeptałam, wystukując paznokciami o puszkę.
- Ach...Nie wiem, co się stało. Tak mi teraz...głupio. Pewnie sobie pomyślałaś, że całuję każdą dziewczynę, jak jej nawet nie znam, co? - westchnął. Spojrzał w bok. - To nieprawda. Po prostu...Super mi się z Tobą gada, Roxie. I bardzo, bardzo miło spędza mi się z Tobą czas. Wiesz... Nie chcę niczego osądzać zbyt wcześnie... Może wtedy po prostu nie pomyślałem. Przepraszam.
Słuchając jego grobowego tonu, serce mi pękało. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nie przepraszaj. To mi się nawet...podobało. - wykrztusiłam. Taka była prawda. Chciałam go pocałować.
Spojrzał na mnie, zdziwiony.
- Naprawdę? - wyszeptał, siadając koło mnie.
Pokiwałam głową i splotłam palce naszych dłoni.
- Bo wiesz... gdybyśmy jeszcze bardziej się poznali, moglibyśmy ocenić, czy naprawdę do siebie pasujemy...Chcesz spróbować? - spojrzal w moje oczy.
Podniosłam wzrok.
- Tak. Chcę. - szepnęłam.
Nasze twarze zbliżyły się do siebie. Po chwili już czułam miękkie wargi Cody'ego na swoich ustach.


Później siedzieliśmy jeszcze u mnie, bawiliśmy się z Aprillisem, zeszliśmy na dół bo nasze mamy zamówiły pizzę, zjedliśmy ją i w końcu pani Simpson i Cody poszli po godzinie 21.00. Wiedziałam, że jutro muszę rano wstać, więc przebrałam się w TO Usiadłam na łóżku ze skrzyżowanymi nogami i myślałam. Nie chodziło mi o różnicę wieku. Co to były w końcu dwa małe latka? Ale bałam się, co powie Andy i John. Czy uwierzą Cody'emu tak jak ja? Czy zaufają mu i zaakceptują to, że jesteśmy razem? Upiłam łyk kakao, które miałam naszykowane w kubku z napisem "I love NY" i odstawiłam je spowrotem na szafkę nocną. Bardzo chciałabym móc teraz wszystko opowiedzieć moim przyjaciołom, ale wiedziałam, że pewnie dawno już chrapią. Nagle coś zawibrowało w mojej torbie. Wyjęłam telefon i położyłam się na łóżku.


Cześć! Śpisz? :)
Cody.


Uśmiechnęłam się delikatnie i zabrałam się za odpisywanie.


Nie, nie śpię. A co? :)
Roxie.

Czekałam na odpowiedź dobre parę minut. Wzięłam w ręce Aprillisa, głaszcząc jego śliczne futerko. Zasnął. Po chwili dostałam kolejną wiadomość.

Jutro mam dla ciebie zaplanowany dzień. ;D Więc tak tylko ostrzegam, żebyś nic nie planowała. A teraz idź już spać. Jutro się spotkamy. ;* Kocham Cię.
Cody.

Serce zabiło mi mocniej, kiedy przeczytałam tę wiadomość. Ostatnie dwa słowa wyryły się w mojej głowie, jakby ktoś je tam przyczepił metalowym łańcuchem. Powtarzałam je sobie kilka, kilkanaście razy, zanim odpisałam.

Dobrze, to czekam z niecierpliwością. :D Ty też już zaśnij. ;P Do jutra, Cody. Ja Ciebie też. ;*
Roxie.

Po tym smsie wyjęłam IPoda z torby, słuchawki włożyłam w uszy i włączyłam piosenkę. Zgasiłam światło i wtuliłam się w poduszki. Myślałam tylko o moim najukochańszym. Wiedziałam, że dzięki temu po prostu on mi się przyśni.
Po kilku minutach wpadłam na piękną łąkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz