niedziela, 22 sierpnia 2010

Szósty : "Sesja"

Nasze wargi dzieliły centymetry.
- Roxie! - usłyszałam krzyk mamy. Od razu się od siebie odsunęliśmy i wstaliśmy. Rozglądaliśmy się.
Nagle pojawiła się mama z Jayem-Z przy boku. Pomachała nam, żebyśmy podeszli.
- Mało brakowało. - zachichotał Cody. Uważał to za śmieszne?
Przywaliłam mu pięścią w ramię, aż syknął i zaczął masować to miejsce.
- Bardzo, bardzo śmiesznie. - mruknęłam ironicznie.
Podeszliśmy do mamy i stanęliśmy jak dwa porządne aniołki.
- Od dzisiaj Jay-Z to twój meneger, Roxx. W sobotę idziemy do Enterteinment Studio's żeby sprawdzili, czy się do nich nadajesz. - uśmiechnęła się mama.
- Naprawdę?! - patrzyłam to na mamę, to na Jaya. - Dzięki! - wyściskałam ich.
- No chodźcie, jedziemy do domu. - mama nas poganiła. Pożegnaliśmy się z Jayem i wsiedliśmy do samochodu mamy.
- Cieszysz się, Roxie? - zapytała mama, kiedy wyjeżdżaliśmy z posesji Jaya-Z.
- Pewnie, i to jak. - zaśmiałam się.
- Cody, pojedziesz z nami jeszcze do Teen Vogue? Roxie ma sesję.
Chłopak spojrzał na mnie i uniósł zawiadacko brwi.
- Pewnie. Zawsze to jakaś rozrywka. - zaśmiali się z mamą. Cody znowu dostał ode mnie z pięści.
- Proszę pani, ona się nade mną wyżywa! - krzyknął nagle Cody, jakbyśmy byli w przedszkolu.
- Roxanne, uspokój się. - zachichotała mama. - A tak w ogóle, mów mi Annie.
- Dobrze, Annie. - zaśmialiśmy się.
Byliśmy w redakcji Teen Vogue'a w 20 minut. Wysiedliśmy z auta mamy i poszliśmy w trójkę do przestronnego hallu.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - spytała miła recepcjonistka.
Mama obmówiła sprawę i po chwili byliśmy już w gabinecie następczyni redaktor naczelnej, Ellizabeth Marrow.
- Witam Annie! Witam Roxanne, moja ty piękności! - wyściskała nas obie. Spojrzała na zagubionego Cody'ego. - A czy to może jest Cody Simpson? Nie pamiętam, byśmy się umawiali.
- Nie, on tylko jako towarzysz. Byliśmy jeszcze u Jaya-Z bo wszyscy mieliśmy do niego sprawę i akurat tak wyszło, że z nami został. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, Ellie?
- Oczywiście, że nie. Chodźcie, zaprowadzę was do Pierre'a. - poszliśmy za nią przez korytarz. Widziałam ciekawskie spojrzenia pracowników. Pewnie sobie pomyśleli, że ja i Cody to para. Zachichotałam w myślach.
Kiedy znaleźliśmy się już w pracowni fotografa Pierre'a, oglądał on coś z jakąś wychudzoną modelką na laptopie.
- Widzisz, kochana, tutaj za mało się uśmiechasz, a za bardzo przejmujesz. Musisz uwierzyć w siebie. - powiedział do niej z wyraźnym francuskim akcentem.
- Uhm. - mruknęła.
Mężczyzna, widząc nas, zaklaskał w dłonie i przepędził modelkę.
- Annie! Moja droga! - uściskał mamę. Cody zaśmiał się cicho z tyłu.
- A kogóż my tu mamy?! Panienko Roxanne, wyrosłaś jak nigdy! I jesteś przepiękna. - oblałam się rumieńcem.
Wszyscy zachichotali.
- Sandra! - nagle u jego boku zjawiła się rudowłosa dziewczyna z centymetrem w dłoni. Spojrzała na mnie i złapała mnie za rękę.
Zauważyłam jeszcze, jak pani Ellizabeth wychodzi, a mama i Cody siadają na małej kanapie przy biurku Pierre'a. Zaś ten zaczął przygotowywać scenerię i rozstawiać sprzęt.
Sandra zaprowadziła mnie do garderoby, gdzie pełno było innych modelek, które się do mnie uśmiechały. Wreszcie usiadłam na obrotowym krześle przed lustrem. Dziewczyna się mi przyjrzała.
- Masz cudne włosy, Roxanne. - uśmiechnęła się i zaczęła coś przy nich majstrować.
- Bardzo dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i wzięłam do ręki jakąś gazetkę, żeby umilić sobie czas.
Po 15 minutach moja fryzura była gotowa. Bardzo mi się podobała! Sandra natapirowała je i i ułożyła w dwa kucyki po bokach. Wyglądało, jakbym miała dwie waty cukrowe, tylko, że w kolorze blond.
- Ale super. - szepnęłam.
- Dzięki. Chodź, wyszperamy coś dla ciebie. - zabrała mnie do mniejszego pomieszczenia, gdzie były tylko ubrania, buty i inne różne dodatki.
Całe te "szperanie" zajęło nam dobre 25 minut. Wreszcie znalazłyśmy coś, co obydwu nam pasowało. (link) Wreszcie wyszłyśmy do Pierre'a i pozostałych. Stanęłam na szarym tle, uśmiechając się delikatnie. Spojrzałam na Cody'ego. Też się uśmiechał i patrzył prosto na mnie. Widocznie mu się podobałam.
- Moja piękna! Jesteś cudna! Zabieramy się do pracy. - zawołał uradowany Pierre i tak oto zaczęła się sesja.
____________________________________________________________________________________
Coś późno napisałam. xd Ale szczerze mi się nie chciało. ;/ No cóż, czasem tak bywa. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Buźka. ;*

1 komentarz: